Nad zatoką półksiężyca żyli długo i szczęśliwie (choć wszyscy do wszystkich strzelali)

Na niedawnej wyprzedaży DreamSpinner Press udało mi się złapać w bardzo atrakcyjnej cenie drugi tom pewnej serii Rhys FordHalf Moon Bay, a że od środka nie lubię zaczynać, pierwszy też wygrzebałam. Sięgnęłam po nie w momencie, gdy chciałam poczytać coś typu fluff – tęcze, szczeniaczki, kochający się mężczyźni, wszystko rozgrywa się harmonijnie i zdrowo oraz bez większych dram – i taki też dostałam. Ale…

Half Moon Bay - 1

Fish Stick Fridays

Do Half Moon Bay w poszukiwaniu nowego, spokojniejszego życia przyjeżdża doświadczony przez los mechanik Deacon Reid wraz z siedmioletnią Bobo „Zig” Ziegfred, córką swojej niedawno zmarłej siostry, której opiekę wywalczył w sądzie. Oboje w życiu przeszli wiele – Deke odsiedział wyrok za paserstwo, a Zig widziała, jak umierała jej matka i rok spędziła w kilku rodzinnych domach dziecka. Teraz, nagle, muszą stworzyć rodzinę, jakoś te życie poukładać, w miarę się zaaklimatyzować do zwykłego życia, pracy, szkoły. Z kolei przyszły ukochany Deacona, Lang Harris, prowadzi księgarnię w budynku, którego segment, warsztat samochodowy, Deke właśnie kupił. Jest byłym studentem prawa, który nigdy nie ukończył aplikacji przez swojego przemocowego ówczesnego partnera, Daniela. Dodajmy, że aktualnie odbywającego wyrok za próbę zabójstwa Langa. Fish Stick Fridays opowiada nam historię nie o dwóch, ale o trójce ludzi, którzy schronili się w niewielkiej mieścinie niedaleko San Francisco, aby znaleźć poczucie bezpieczeństwa, a także jakoś na nowo stworzyć własną normalność.

Wątek Deacona i Langa, którzy najpierw wokół siebie krążą, będąc przekonanymi, że ich pragnienie tego drugiego skończy się katastrofą, aby później w końcu się zejść i spróbować wynegocjować nowe życie we trójkę (Deke i Zig to pakiet), jest w tej powieści najciekawszy. Drugi, kryminalny, już nie bardzo. Otóż co pewien czas do Deacona ktoś strzela albo podpala mu warsztat – i nikt nie wie kto, po co i dlaczego. No dobrze, czytanie o detektywach, którzy w magiczny sposób nie rozpoznają zbrodniarza po pozostawionym w miejscu zbrodni włosie jest odświeżające po maratonach z różnej maści proceduralami. Niestety te całe strzelanie, przesłuchania, spekulacje dotyczące możliwego sprawcy, chociaż wyciągają na światło dzienne przeszłość Langa, to również nie pomagają w budowaniu emocjonalnej dynamiki pomiędzy oboma panami. Wprawdzie Ford doskonale radzi sobie z jej konstruowaniem, i Fish Stick Fridays ma ją na całkiem niezłym poziomie, to nie mogę się opędzić od wrażenia, że mogło być o wiele, wiele lepiej, gdyby ktoś do chłopaków po prostu nie strzelał.

Half Moon Bay - 2

Hanging the Stars

Druga powieść w serii opowiada o bliźniaku Langa, Weście, bardziej zadufanym w sobie, zimnym, wykalkulowanym biznesmenie z San Francisco. West nie zawiera związków poza bardzo casualowym umawianiem się na seks, koncentrując się głownie na zarabianiu pieniędzy, a od tego tomu również na rozpieszczaniu Zig i doprowadzania jej już oficjalnych tatusiów do szału. Kochał tylko raz, w nastolęctwie, syna mistrza wyłudzania, Angela Danielsa, z którym rozstał się w odpowiednio dramatycznych okolicznościach i panowie od tamtego czasu się nie widzieli. Angel, po tym jak ojciec go pobił (prawie zabił) oraz ponownie porzucił, trafił pod opiekę babki Westa i Langa, wyszedł na ludzi, prowadzi piekarnio-cukiernię, której jest właścicielem oraz opiekuje się starym motelem-azylem dla tych pokrzywdzonych przez życie. Wychowuje również swojego młodszego brata, Romana, mającego spore problemy psychiatryczne i psychologiczne dzięki swojemu tatusiowi.

Obu ktoś chce zabić – kto i po co pozostaje tajemnicą. Tam jednak, gdzie w Fish Stick Fridays chłopcy mieli więcej czasu, aby się poznać, przy Hanging the Stars zaczynamy od dwóch prób zabójstwa –samochód Westa taranuje ciężarówka, a piekarnię Angela napada kilku zbrojnych osiłków. Tak jak w tomie pierwszym wątek sensacyjno-kryminalny w ogóle mi nie pasował, tak w tym jest zdecydowanie lepiej. Przede wszystkim dlatego, że owego strzelania jest mniej, a sama jego przyczyna lepiej skonstruowana i troszkę bardziej oczywista dla wszystkich zaangażowanych w sprawę. Związek Angela i Westa, mający długą historię, rozwija się znacząco inaczej niż Langa i Deacona, co jest dużym plusem dla całej serii.

Na marginesie tutaj dopiszę jedynie, że do Ford ciągnie mnie właśnie to, jak konstruuje romanse. A także fakt, że jak jej bohaterowie wpadają, dla przykładu, w rwącej rzece na skałę to kończy się to zderzenie połamanymi żebrami a nie jedynie siniakami.

O co więc chodzi z tym ale?

Z twórczością Rhys Ford zetknęła mnie Teya, kiedy jej marudziłam, że nie mam co czytać. Znacie pewnie ten stan, gdy mając pełne półki książek, ale wśród nie ma akurat tej, na którą akurat macie ochotę. Moja najlepsza na świecie przyjaciółka podsunęła mi wtedy Black Dog Blues, ponieważ „na pewno mi się spodoba”. Jej propozycja okazała się być pierwszą część dłuższej i najambitniejszej do tej pory serii Ford. Zaciekawiona autorką, postanowiłam sprawdzić jej dotychczasowy, całkiem już wówczas bogaty dorobek. Było więc w czym wybierać w oczekiwaniu na dalsze losy Kaia Gracena. Half Moon Bay, w którego skład wchodzi Fish Stick Fridays zapowiadało się jak sympatyczna historia z cyklu „poznają się i zakochują w sobie”, a Hanging the Stars obiecywało ponowne rozpalenie pierwszej, Wielkiej Epickiej Miłości ™. I wszystko byłoby naprawdę fantastycznie, gdyby Ford skupiła się na czysto obyczajowym aspekcie tych historii, zwłaszcza, że obdarzyła swoich bohaterów dość imponującym, problematycznym bagażem, z którym muszą się przed finałem uporać. Niestety, poza zwykłymi problemami sercowymi muszą się oni również zmierzyć z ludźmi, którzy próbują ich z różnych powodów zastrzelić albo podpalić. Pytanie czy taka dramatyzacja była niezbędna. Owszem, nadaje ona książkom szybszego tempa, trochę dreszczyku czy suspensu, ale już nie popycha bohaterów ku sobie, ci bowiem od samego początku, mówiąc kolokwialnie, na siebie lecą. W obu przypadkach pomaga w tym, że z różnych przyczyn obie pary zaczynają pomieszkiwać pod jednym dachem, a skrócenie dystansu pomiędzy bohaterami zawsze przekłada się na częstsze kontakty, co umożliwia rozwinięcie romansu.

Half Moon Bay - 4 (Acid Pix)

Zdjęcie: Acid Pix

Wątki kryminalno-sensacyjne świetnie sprawdziły się w innych seriach Rhys Ford: Sinner’s Gin, Murder and Mayhem , a także tych o Kaiu Gracenie i Cole’u McGinnisie  – gdzie jeden z bohaterów jest lub był policjantem, detektywem, albo łowcą nagród (Kai). Pościgi, strzelaniny, próby morderstwa czy morderstwa, które wyjaśnić trzeba do takich fabuł po prostu pasują. W przypadku Half Moon Bay wydają się być wrzucone z przyzwyczajenia, co sugeruje że Ford jest łatwiej w taki sposób tworzyć fabułę, niezależnie od wszystkich innych wyznaczników. Owszem, niektóre autorki i niektórzy autorzy miewają swoje ulubione zabiegi, konstrukcje postaci czy elementy świata przedstawionego. Dlatego, na przykład, gdy szukam dobrze napisanych postaci kobiecych, które nie dają sobie w kaszę dmuchać i są przy tym całkiem inteligentne – sięga po Ilonę Andrews. A jeśli chcę absurdalne przygody połączone z dawką naprawdę dobrego humoru – po Molly Harper (to są zresztą moje „comfort books”). Trochę gorzej się dzieje, jeśli książki zaczynają być pisane „na jedno kopyto”, a zmieniają się jedynie szczegóły. A niestety podobna bolączka zaczyna dotykać fabuły Ford. Krótki rzut okiem na jej plan pracy może odpowiedzieć na pytanie „dlaczego?” – ta kobieta produkuje od 2 do 4 powieści rocznie. Fakt, one nie są długie, ale wciąż wymagają ulepienia, a jeśli będą powstawać w tak krótkim odstępie czasowym to siłą rzeczy pewne elementy przejdą z jednej na drugą, z drugiej na trzecią i tak oto wyłania się nam Schemat (tak, taki pisany dużą literą). Jeśli będziemy robić sobie długie przerwy pomiędzy jej książkami, nie będzie nas to koszmarnie kłuło w oczy, ale pewne nieusatysfakcjonowanie pozostaje.

Half Moon Bay - 5 (Chris Marquardt)

Zdjęcie: Chris Marquardt

Half Moon Bay czytane jako seria obyczajowa, w której bohaterowie mierzą się tak z traumą, jak i całym życiem warunkowania do pewnych zachowań – czy to ucieczkowych, czy analizowania jak kogoś wykorzystać – jest naprawdę ciekawa i wciągająca. Fakt, że w obu przypadkach pojawiają się przysposobione dzieci, z kolejnym bagażem problemów, również jest tutaj wartością dodaną. Widać jednocześnie, obie powieści powstawały już w nowej rzeczywistości Stanów Zjednoczonych, gdzie pary jednopłciowe mogą brać ślub, a tym samym pełnić rodzicielską opiekę nad dzieckiem. Nie ma tu więc ukrywania się, skandali, wytykania palcami, choć też do końca różowo nie jest, co powieść nam sprytnie sugeruje. Jako kryminał seria sprawdza się gorzej, zwłaszcza w swojej pierwszej odsłonie. Obie książki czytało mi się dobrze, mają sporo fluffu i – w porównaniu do 90% mang i powieści BL – dojrzałości emocjonalnej bohaterów, a także gotowości do walki o swoje szczęście. Jeśli szukacie takich historii to polecam.

PS Tak, wiem, że te książki mają idiotyczne tytuły, ale Rhys Ford potrafi gorzej, na przykład: Dim Sum Asylum.

PPS Żadna z tych książek nie jest dostępna w języku polskim.

Advertisements

4 thoughts on “Nad zatoką półksiężyca żyli długo i szczęśliwie (choć wszyscy do wszystkich strzelali)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s