Historie spod ziemi: Muzeum II Wojny Światowej, Gdańsk

Dziś trochę inaczej, udało mi się bowiem dotrzeć i zwiedzić muzeum, o którym swego czasu z różnych, również politycznych przyczyn, było głośno.

Nie umiem jeszcze za bardzo opowiadać o wystawach czy muzeach, dlatego proszę was o wyrozumiałość. Zawsze możecie też po prostu obejrzeć zdjęcia.

Zacznijmy od prostych informacji ogólnych:

  • jeśli planujecie wizytę, kupcie bilety wcześniej, zwłaszcza w sezonie wakacyjnym; ponownie można je zamawiać przez internet (tak, wymagają wydrukowania, ponieważ muzeum ma dziwne i kapryśne bramki);
  • bilety kupuje się na wejście w konkretnym przedziale czasowym (na przykład między 12 a 13), ale i tak pewnie trzeba będzie poczekać kilka minut na wejście – bramki plus kontrola liczby osób przebywających na terenie wystawy;
  • na terenie muzeum (ale nie wystawy!) picie można kupić jedynie w automacie, nie ma żadnej kawiarni ani innego sklepu, więc weźcie coś ze sobą;
  • na główną wystawę nie można wchodzić z plecakami czy dużymi torbami – na szczęście w muzeum jest szatnia i są nieodpłatne szafeczki;
  • zdjęcia robić można, ale bez lampy błyskowej;
  • tak, zwiedzanie trwa od 3 do 6 godzin, zależnie od tego, ile macie sił i jak bardzo wszystko chcecie przeczytać – to jest duże muzeum, czego na pierwszy rzut oka nie widać, ponieważ główna wystawa znajduje się jakieś dwa piętra pod ziemią.

Wystawa główna została podzielona na osiemnaście pomniejszych sal, do których początkowo wchodzi się z jednego, głównego korytarza. Pierwsze wystawowe pomieszczenia są to malutkie, nieznacznie klaustrofobiczne, wprowadzające w przyczyny wybuchu wojny, z naciskiem położonym na liderów nazizmu, faszyzmu i komunizmu (każdy dostał własną salę).

Im dalej jednak przejdziemy, tym częściej kolejne sale zaczną mieć albo ukryte odnogi, albo zaczniemy przechodzić pomiędzy różnymi jej częściami. Miejscami można odnieść wrażenie, że przebywa się w specyficznego rodzaju labiryncie, nie jest on jednak na tyle skomplikowany, aby się zgubić, zawsze bowiem będziemy wracać na jeden z głównych korytarzy. Pojedyncze sale również starano się w miarę zróżnicować nie tylko poprzez aranżowanie przestrzeni w obrębie jednego pomieszczenia, ale również poprzez ich architektoniczne położenie, rozmieszczenie ścianek, słupów, również makiet, urealniających niektóre przekazy. Poniżej, zdjęcie po lewej pokazuje salę omawiającą kolaborację z nazistami, zbudowana została w taki sposób, że z głównej przestrzeni można wejść w pięć odnóg, nierozdzielonych od siebie w sposób stały, pozostawiając zwiedzającym dowolność doświadczania wystawy. Po prawej zdjęcie ściany z otworami przypominającymi dziury po pociskach, w których wyeksponowano zdjęcia nawiązujące tematycznie do danej sali.

Fantastycznie prezentuje się również sala poświęcona Hiroszimie. Jest niewielka, rozjaśniona powieszonymi na wysokich ścianach białymi planszami, z czterema panoramami miasta po bombardowaniu, schowanych za szkłem wymodelowanym w taki sposób, aby sprawić optyczne wrażenie patrzenia na rozgrzaną przestrzeń. Ta ascetyczność przemawia do wyobraźni i dotyka innych odczuć niż te co muzeum Hiroshima Peace Memorial, gdzie świadectw przerwanych żyć oraz tragedii znajduje się więcej.

Pierwszą salą z ukrytym przejściem jest makieta polskiej ulicy z księgarnią, krawcem czy kinem, w którym wyświetlane są fragmenty filmów z dwudziestolecia, więc warto zajrzeć. Zwiedzając tę salę, biegałam głównie z prawa na lewo, przyglądając się detalom: wystawionym gazetom, plakatom, wystawce książek w księgarni, szyldom na sklepach, a także – antysemickim naklejkom, które można by przeoczyć, jeśli się spojrzy na całość, zamiast na detal.

I na detale na całej głównej wystawie warto zwrócić uwagę: owszem, znajdziemy na niej kawałek samolotu, motor, rower, broń, ale naprawdę dużo uwagi twórcy wystawy poświęcili życiu codziennemu żołnierzy, cywili, osób zesłanym do prac przymusowych, obozów koncentracyjnych. I to życie codzienne starają się pokazać właśnie poprzez małe rzeczy: zawartość kieszeni żołnierzy, listy pisane do rodziny, karty czy kości do gry. Sztukę okupacyjną, informacje o tym, jak zmieniała się kuchnia w sytuacji ograniczonego dostępu do niektórych składników.

Tu dużo zależy od tego, co was interesuje historycznie: czy wielkie wydarzenia, ważne bitwy, czy właśnie historia codzienności. Tych pierwszych jest dość, aby osadzić zwiedzających w kontekście, jednak nie one są najważniejsze. Mam wrażenie i niekoniecznie wszyscy odniosą takie samo, że ta wystawa odczarowuje mit wielkiej, heroicznej wojny, ściągając uwagę na człowieka, który znalazł się w wielkiej, politycznej machinie, najczęściej wciągnięty w nią nie z własnej woli. I robi to wcale nie nachalnie, ale własnie poprzez szczegóły. Wiem też jednak, że biegająca ze mną po muzeum Kodama znalazła więcej odniesień do historycznych wydarzeń, więc, być może, jest to kwestia klucza, według którego oglądałam wystawę.

Przeciwwagą dla makiety pierwszej sali jest ta, w której można obejrzeć podobną przestrzeń, ale zniszczoną, z gruzem i wkomponowanymi gablotami z przestrzelonymi hełmami czy bagnetami.

Na koniec jedna dwie uwagi. Po pierwsze, Muzeum II Wojny Światowej aspiruje do bycia muzeum poświęconym całemu temu konfliktowi zbrojnemu, dlatego znajdziemy również odniesienia do imperialnej Japonii. Ale, jeśli przyjrzymy się proporcjom miejsca poświęconego tak samemu krajowi Kwitnącej Wiśni, jak i Azji w ogóle, to dojdziemy do wniosku, że wciąż mamy jednak do czynienia z perspektywą europocentryczną. Warto o tym pamiętać, wybierając się na zwiedzanie.

Po drugie, chciałabym się też z wami podzielić refleksją, którą w czasie tej wycieczki wysnuliśmy: mamy problem z opowiadaniem o czymkolwiek w wersji muzealnej. Zrobiliśmy już spory krok ku jako takiej obiektywności, wciąż jednak nie bardzo umiemy wyjść poza formę obcowania z historią, chociaż robimy postępy. Tak samo jak Muzeum Powstania Warszawskiego w Warszawie czy Europejskie Centrum Solidarności, tak Muzeum II Wojny Światowej to są ogromne przestrzenie wypełnione prawie po sufit eksponatami, replikami, makietami, również materiałami audiowizualnymi, prezentacjami czy zdigitalizowanymi dokumentami, które zwiedzający mogą przeglądać na multimedialnych ekranach wkomponowanych w wystawy. Mnogość materiałów sprawia, że w ich murach można spędzić godziny, a nawet całe dnie. Jednakże, większość wciąż pozostaje w pewien sposób statyczna, a po godzinie czy dwóch może wywołać znużenie. ECS z tym ostatnim radzi sobie całkiem nieźle do pewnego momentu – pierwsze sale, dotyczące Stoczni Gdańskiej są po prostu obłędne, ale im dalej w wystawę, historię i politykę, ten efekt wow znacząco spada. Ponieważ informacji robi się za dużo. Po czterech godzinach zwiedzania w pewnym momencie mózg po prostu przestaje przyjmować kolejne informacje, a to, co powinno wywołać reakcję, refleksję czy namysł odbija się od zmęczenia: tak czysto fizycznego (nogi, kręgosłup), jak i poznawczego (za dużo danych). Nie zaproponuję tutaj jakiejś wielkiej wspaniałej rewolucji, zwłaszcza, że wiem, jak wiele dużo mądrzejszych osób już się nad tym problemem pochyla i próbuje wprowadzić do muzealnictwa coś nowego. Włączenie audiowizualiów jest krokiem w dobrym kierunku, tak jak umieszczanie na wystawach pojazdów (najlepiej takich, do których można wejść), elementów, które można dotknąć, podnieść, przyjrzeć się z bliska.

Muzeum II Wojny Światowej na pewno brakuje przestrzeni na namysł, niby w głównym korytarzu jest jedna, długa ławka, niby od czasu do czasu w niektórych małych salkach pojawiają się fotele, nie są to jednak miejsca, w których można by usiąść i po prostu pomyśleć. Wiecie, posortować fakty, informacje, uczucia, porozmawiać z tymi, z którymi się przyszło. Podyskutować. A szkoda, szkoda.

Czy polecam? Tak, polecam. To wciąż jest dobra wystawa, piękny, pomysłowy budynek, ale pamiętajcie zabrać ze sobą picie i jedzenie, ponieważ naprawdę można tam wsiąknąć na dłużej.

Reklamy

2 thoughts on “Historie spod ziemi: Muzeum II Wojny Światowej, Gdańsk

  1. digitalkodama pisze:

    Czuję się wywołana do tablicy w tym pozytywnym sensie 😊. Ogólnie myślę, że to muzeum świetnie tłumaczy liczne polityczne konteksty i można zrozumieć pewne wynikanie, dlaczego stało się tak, a nie inaczej.
    To jest zdecydowanie do poprawy, to komfort zwiedzania, każde muzeum takich gabarytów powinno być dodatkowo wyposażone w kawiarnie, automat z wodą i tym podobne.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s