Deszcz, co ustaje o świcie w „Akegata ni yamu ame” Sakae Kusamy. Plus: trochę o tym, jak w mandze pokazywane są uczucia

Manga, na którą dzisiaj chciałabym zwrócić waszą uwagę, to bardzo interesująco narysowana antologia, zawierająca trzy historie. W japońskim komiksie, a w shōjo w szczególności, emocje i wewnętrzne przeżycia bohaterów przekazywane są poprzez oczy – dlatego wiele kadrów koncentruje się tak na spojrzeniach, jak i na nich samych. To zabieg, do którego czytający mangi są tak bardzo przyzwyczajeni, że staje się on miejscami niemal przezroczysty. W momencie jednak, gdy natrafiamy na pracę świadomie nieodwołującą się do tej, nazwijmy to, stylistyki, staje się ona widoczna. W Akegata ni yamu ame Sakae Kusamy to nie spojrzenia noszą znaczenia, emocje, nie tworzą atmosfery, a język ciała.

akegata - 6

Zwróćcie uwagę na ilustrację okładkową – kogo widać, kogo nie, jak ułożeni w kadrze są bohaterowie

Pierwsza historia w tomiku opowiada o Yamadzie, wyjątkowo sztywnym i przestrzegającym zasad pracowniku sądu i jego podejrzanie wyglądającym, palącym dziwnie pachnące papierosy sąsiedzie, Takamie, pracowniku restauracji. Zajmuje tylko jeden rozdział i jako taka jest dość zwarta, dopiero zapowiada coś większego, czego jako czytelniczy nigdy jednak nie podejrzymy. Nie do końca kupuję tę parę – poza obsesją Yamady na punkcie tego, że jego sąsiad prawdopodobnie łamie prawo, nie ma pomiędzy nimi właściwie żadnego napięcia erotycznego. Paradoksalnie jednak – ono jakieś tam jest, ale nie w tych miejscach, gestach czy słowach, co zazwyczaj. Nakierowuje również na zupełnie inne tory, a przez to trudniej jest nam je dekodować poprawnie, chociaż wciąż można to coś wyczuć pomiędzy kadrami. Ten rozdział, jak i następne nie opowiadają o Wielkiej, Epickiej Miłości ™, a o całkiem zwyczajnych związkach, nie zawieranych w dramatycznych porywach serca, do których przyzwyczajają nas narracje romansowe, a tak po prostu, w życiu codziennym, przez przypadek. Bo tak też Yamada i Takama wyglądają – ot, dwie osoby, które postanawiają spróbować być razem.

akegata - 1

Druga historia chronologicznie poprzedza pierwszą. Detektyw Yuuki zostaje wezwany do prawdopodobnego samobójstwa. Przeszukując mieszkanie, odkrywa w koszu na śmieci liścik, którego autor przeprasza swojego brata za to, że go kochał. Do mieszkania wpada owy brat, przełożony Yamady, Satomura. To powinno wam od razu powiedzieć, że tutaj wydarzenia będą już zupełnie inne. Zdruzgotany nagła śmiercią brata Satmoura nie zamierza odpuścić, dopóki nie dowie się dokładnie, co takiego doprowadziło do samobójstwa, jakie były jego ostatnie chwile i myśli. W tym nieformalnym dochodzeniu początkowo nie z własnej woli towarzyszy mu Yuuki. Detektyw, który posiada własne sekrety. Tutaj związek pomiędzy oboma mężczyznami jest już bardziej wyczuwalny, chociaż ponownie jego podłożem nie jest nagły poryw serca, a okoliczności. Cierpiący i skonfudowany Satomura nie może poradzić sobie z tym, że utracił brata i coraz bardziej pogrąża się w obsesji, z której wyciąga go poniekąd siłą właśnie poznany człowiek.

akegata - 2

Ostatnia z zamieszczonych w Akegata ni yamu ame historia opowiada o dziedzicu fortuny, Jose, pragnącym zostać malarzem oraz o synu mordercy, zajmującym się cmentarzem, Arthurze. I to jest chyba najbardziej romansowa narracja ze wszystkich trzech zamieszczonych w tomie, a zawarte w nich zwroty akcji choć sztampowe, zostały przez Sakae wplecione zgrabnie i z wdziękiem. Obu połączy miłość do sztuki – ten, któremu malowania odmawiano, ponieważ nie będzie potrzebne, by zarządzać majątkiem i ten, który tylko w malowaniu znajduje ucieczkę. W tych też rozdziałach najdokładniej chyba widać to, jak mangaka eksperymentuje z pokazywaniem uczuć. Zresztą, sami spójrzcie jak przedstawiani są w niej bohaterowie:

akegata - 5

Nie widać tu oczu Jose, ani głowy Arthura – emocje, które towarzyszą obu bohaterom możemy jednak jasno wyczytać z języka ich ciała. Nie potrzebne są nawet słowa z dymku, aby ich zrozumieć. Zwróćcie też uwagę na to, jak zarysowany jest kadr: zaznaczony mocnymi liniami, podobnie jak większość zawartych w Akegata ni yamu ame nie tylko ściąga naszą uwagę, co również narzuca sposób odczytywania całości. Nie ma tu miejsca na charakterystyczną dla shōjo oraz wywiedzionych z shōjo boys’ love zwiewność i kwiecistość. Sama kreska Sakae zresztą już nam narzuca podobną ostrość (surowość?) samych tych historii – mocna, pełna ciemnych barw i cieni, pozbawiona szczegółów operuje często prostymi przedstawieniami zwłaszcza mimiki twarzy, aby z drugiej strony oddać w szczegółach wnętrza czy krajobrazy. Jakby to tło było ważniejsze niż bohaterowie, chociaż to o tych ostatnich przecież opowiada.

akegata - 3

Artystką, która na gruncie shōjo eksperymentowała w podobny sposób jest Kikriko Nananan – w jej blue prawie nie uświadczymy spojrzeń czy oczu, wszystkie warstwy znaczeniowe niesione przez rysunek przeniesione są na język ciała. Gdy rozmawiamy, na komunikat werbalny składa tylko w 30-40% jego znaczenie, pozostałe istotne dla nas informacje czerpiemy z całej reszty: intonacji, tonu głosu, mimiki, ale i właśnie tego, co mówi całe ciało. Jak układają się ramiona, tułów, nogi. Zobaczcie też jak często w opowieściach o miłości akcenty kładzie się na mimowolne pieszczoty – muśnięcia, dotknięcia, przypadkowe (lub nie) otarcia. W mangach dla dziewcząt z kolei tych elementów prawie nie ma, ustępują miejsca spojrzeniom i ukazywanym często oraz gęsto oczom. W stylistyce shōjo oczy wyrażają uczucia, są nie tyle zwierciadłem duszy, co oknem do serc bohaterów. I, jak już wspominałam, jesteśmy do tego zabiegu tak przyzwyczajeni, że w zasadzie jest on dla nas przezroczysty – zakładamy, że się pojawi, intepretujemy go i idziemy dalej. Dopiero jego brak – świadomie wprowadzony przez rysowniczki – sprawia, że w lekturze się zatrzymujemy: zdziwieni, zdezorientowani, być może również niezadowoleni z owego odstępu od schematu. I pod tym względem Akegata jest tytułem intrygującym. Po przeczytaniu tomu nie byłam zachwycona, właściwie byłam przekonana, że mi się nie podobało. Ale jednocześnie bardzo świadomie sięgnęłam do niego znowu, i znowu, ponieważ coś mnie w tej mandze gryzło i chciałam sprawdzić, co. Ta notka jest poniekąd pokłosiem tych poszukiwań, niekoniecznie skończonych.

akegata - 7

Akegata ni yamu ame od wielu tytułów boys’ love odróżnia wiele: surowość rysunku, wyraziście zaznaczone kadry, brak charakterystycznych dla rysunkowej stylistyki obrazów czy nośników znaczeń (wyrażających emocje oczu), ale i sposoby nawiązywania przez bohaterów relacji miłosnych. Ten cały pakiet sprawia, że manga Sakae nie będzie tylko kolejnym przeczytanym erotykiem, który tuż po zamknięciu okładki, wyparuje nam z głowy.

akegata - 4

PS Tytuł notki jest tytułem „na lenia”, Akegata ni yamu ame znaczy mniej więcej tyle, co „deszcz, co ustaje o świcie”.

Metryczka

  • liczba tomów: 1
  • wydawca polski: na razie brak
  • rok wydania polskiego: na razie brak
  • wydawca oryginalny: Tokuma Shoten (serializowane w Chara)
  • rok wydania oryginalnego: 2013
  • demografia: boys’ love
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s