Blogowy łańcuszek #2: The Mystery Blogger Award

Zacznijmy Nowy Rok ad 2019 spokojnie – od blogowego wyzwania, które spadło na dach wiedźmowego pałacu zupełnie nieoczekiwanie oraz bez najmniejszego ostrzeżenia! Ale, że zabawa wygląda fajnie, to niech się i tutaj pojawi, a co tam.

Do tablicy wywołała mnie Matka Przełożona, która zamiast korzystać z faktu, że ma wolne i na wzór swoich obu kociąt może spać do oporu, nagle się tajemniczo uaktywniła na blogu (zajrzyjcie, pewnie niedługo znowu jakaś fajna paleontologiczna notka tam wpadnie!). A ją, z kolei, nominował Pożeracz.

Wyjaśniając, o co chodzi w zabawie, Matka Przełożona cytuje inny blog, Listy i inne brewerie, co również podaję dalej jak ten klasyczny post-świąteczny leniuszek:

nagroda dla niesamowitych blogerów o genialnych postach. Ich blogi nie tylko urzekają; one inspirują i motywują. Są jednymi z najlepszych na świecie i zasługują na każde uznanie, jakie otrzymują. Ta nagroda jest również dla blogerów, którzy znajdują radość i inspirację w blogowaniu; i robią to z wielką miłością i pasją.

Zaznacza przy tym, że ponieważ blogerzy nominują siebie nawzajem, to z tą najlepszością jest ździebko na wyrost. A biorąc pod uwagę moją trzymiesięczną prawie zerową aktywność, w przypadku tego bloga to jest na pewno bardzo na wyrost (łups?). Tak czy inaczej – zasady łańcuszka są proste:

  1. Umieść logo/zdjęcie nagrody na swoim blogu.
  2. Wymień zasady.
  3. Podziękuj temu, kto Cię nominował i podaj link do jej/jego bloga.
  4. Wspomnij twórcę nagrody i podaj również jego link
  5. Powiedz swoim czytelnikom 3 rzeczy o sobie
  6. Musisz nominować 10-20 osób
  7. Powiadom swoich nominowanych, komentując to na ich blogach
  8. Zadaj swoim kandydatom 5 dowolnych pytań; w tym jedno dziwne lub zabawne (sprecyzuj)
  9. Udostępnij link do Twojego najlepszego wpisu (wpisów).

Zasady już były. Jak zapewne widzicie, są trochę zmodyfikowane. Po pierwsze, blog twórczyni/twórcy wyzwania jest już nie do odnalezienia. Osoba, która go zapoczątkowała, prowadziła bloga jako Okoto Enigma. Nominować aż tylu osób nie będę, właściwie ograniczę się do trzech, ale to raczej na zasadzie przyjacielskiego dźgnięcia niż jakiegoś bardziej poważnego zobowiązania (Geek kocha najmocniej, Frydzia i Otai, słyszycie? To o was!). Punkt dziewiąty odpada, napisanie posta, z którego będę dumna jak paw wciąż przede mną. A nie mam co się kierować wejściami, gdyż najpopularniejsze zgodnie z zasadami działania Google są notki podsumowujące coroczne rankingi Kono BL ga yabai! Swoją szosą, właśnie zamówiłam zestawienie za rok 2018, więc jak tylko dojdzie razem z pięcioma tomami Kachou Fuugetsu Yuki Shimizu i przestanę panikować, że nie, nie mam miejsca na półkach, to wrzucę co ciekawsze kąski. (Ktoś będzie musiał pokrzaczkować…)

Tak więc kolejny punkt zasad – dziękuję Matko Przełożona za nominację, oto odpowiedzi na Twoje pytania:

(1) Dlaczego Twój blog w ogóle powstał pod taką, a nie inną nazwą?

Nie mam pojęcia. Serio. Była jakaś pierwsza trzydzieści w nocy, w tle leciał bliżej nieokreślony serial (bo zawsze coś leci w tle), a ja w myśl motta Króla Juliana z Madagaskaru spieszyłam się ze stawianiem bloga, zanim do mnie dotrze, że to bez sensu. Zresztą, chyba nigdy nie sądziłam, że z tego projektu cokolwiek ciekawego wyjdzie.

(2) Gdybyś mógł/mogła magicznie opanować jeden dowolny język na świecie, jaki by to był i dlaczego?

Biją się we mnie dwie opcje: japoński i francuski. Pierwsza opcja byłaby pójściem na skróty, gdyż przecież cały czas mozolnie go zgłębiam, bijąc się ze swoją pamięcią o to, aby kolejne znaki w niej zostawały zamiast ulatywać w kosmos. Nie mogę jednak powiedzieć, że jest to język, którego prędzej czy później nie opanuję w stopniu w miarę mnie zadowalającym. Dlatego – francuski. Kiedyś próbowałam się z nim zmierzyć, ale po pół roku złożyłam szable, wszystko wskazuje na to, że jedynym językiem fleksyjnym, jaki dane mi będzie opanować jest mój ojczysty. A naprawdę chciałabym przynajmniej francuski rozumieć, głównie przez wzgląd na liczbę publikacji komiksowych, mangowych oraz o nich samych, które tam się ukazują. Bliskie wyliczenia były jeszcze: koreański (to się wydarzy), rosyjski oraz mandaryński (te wszystkie tajwańskie dramy!).

(3) Twoje najbardziej udane postanowienie noworoczne?

Wszystkie, ponieważ nie mam postanowień noworocznych jako takich. Zawsze obiecuję sobie, że będę dalej starać się być lepszą sobą niż byłam w roku poprzednim i małymi kroczkami to quasi-postanowienie udaje mi się realizować.

(4) Książki papierowe czy e-booki?

Wszystko jedno. Są książki, które wolę mieć w papierze – naukowe, do których muszę często wracać i na których nanoszę bezpośrednio notatki, a także te najukochańsze z kochanych, które mogę bezkarnie tulać do serca. Nie zaprzeczę również, że zdarza mi się nabyć przypadkowe egzemplarze papierowe, jeśli kosztują odpowiednio mało. Jednakże przez wzgląd na naukowe opracowania oraz mangi, których tylko niewielki procent u nas ukazuje się w wersji elektronicznej, muszę drastycznie ograniczyć nabywanie książek (wspominałam, że zmaówiłam pięć tomów Kachou Fuugetsu w papierze? To pięć tomów deluxowych Love Mode też – nie ma ratunku). Elektroniczne książki są wspaniałe, setki takich książek ważą tylko tyle, ile czytnik. A w przypadku mang, zwłaszcza długich serii, wydania elektroniczne to naprawdę oszczędność ogromnej powierzchni półkowej. Dlatego, między innymi, tak bardzo kocham Waneko za ich projekt e-mang. Tutaj możecie przeczytać fajny artykuł Matki Przełożonej dotyczący tego rozwiązania zamieszczony na Polterze.

(5) I uwaga na luzie: gdybyś był/a dinozaurem, to jakim i dlaczego? Możesz dodać fotkę poglądową

Oj, na pewno zaliczę tutaj dinusiową wtopę. Chciałabym napisać, że pewnie byłabym welociraptorem, małym, zwinnym, inteligentnym i wyspecjalizowanym do zabijania. A po prawdzie zapewne przyszedłby mi w udziale los heterodontosaurusa (ale czy to na pewno dinozaur, to ja nie wiem). Małego, roślinożernego i uzbrojonego w trzy różne rodzaje zębów. Jego sposoby jedzenia były podobno bardzo podobne do chomików: część jedzenia upychały w policzkach.

Tak mógł wyglądać. Materiał: wiki commons

Trzy rzeczy o mnie

Tak więc wedle zasad, czas na trzy rzeczy o mnie. Czyli ten moment różnych łańcuszków, w których mam pustkę w głowie i jestem przekonana, że nie mam nic ciekawego do napisania o sobie. Ech, jak dorwę Matkę Przełożoną to ją zakopię w jakiejś przypadkowej górze pluszowych, źle sklasyfikowanych dinozaurów!

(1) Nie lubię truskawek. Serio. Jestem też na nie uczulona, co w wielu sytuacjach sprawia, że nie muszę się wdawać w dyskusje na temat tego, jakie to truskawki są przecież wspaniałe. Naprawdę, jeśli je lubicie, ja nie, a jesteśmy na jednej imprezie, tym lepiej dla was – możecie wszamać moją porcję.

(2) Nie umiem jeździć na rowerze! W ogóle, w ogóle. Tak, próbowałam. Tak, na wielu różnych. Tak, w różnym wieku. Nie umiem i nie jestem w stanie się tej trudnej sztuki nauczyć.

(3) Jako drugi kierunek skończyłam polonistykę na poziomie licencjatu, trafiając tam trochę przypadkowo za namową przyjaciółki, która stwierdziła, że na pewno mi się na tych studiach spodoba. Część przedmiotów i fakultetów rzeczywiście była doskonała i interesująca, a pozostałe zupełnie przeleciały obok moich zainteresowań. Po dziś dzień nie wiem, jakim cudem zdałam egzamin z oświecenia, z której to epoki fascynuje mnie jedynie libertynizm, którego w naszym kraju za wiele nie uświadczyliśmy w jego najciekawszej formie, z pozytywizmu czy z młodej polski. To są zresztą te trzy epoki literackie, o których wszelkie informacje wyrzuciłam z głowy. Z polonistyki, tak w ogóle, to chciałam na trzecim roku wylecieć, ale okazało się to dość trudne, jeśli chodziło się na zajęcia. A chodziłam, bo ciekawe były, a i grupa, do której trafiłam po dziekance okazała się przesympatyczna. Najlepszą drogą do pożegnania się ze studiami byłoby niedostanie się na seminarium licencjackie. Widzicie, żadne mi nie pasowało poza filmoznawczym. A na ten pierwszeństwo mieli studenci i studentki ze specjalizacji teatralno-filmowej, a nie sierotki z edytorstwa. Stało się tak, że prowadzący je doktor zdecydował się jednak mnie przygarnąć, a potem… a potem namówił na doktorat na Wydziale Filologicznym, bo po co mi druga magisterka. I tak wylądowałam na doktoracie.

A teraz nominacje!

Jak wspominałam, dźgnę tylko trzy blogi, a czy będą chcieli wziąć udział w łańcuszku, to już inna kwestia. A zatem chciałabym do tablicy wywołać prowadzące mangowo-animcowe blogi Frydzię i Otai, jak i zaprzyjaźnioną parę geeków z Geek kocha najmocniej.

Wasze pytania:

  1. Skąd się u Ciebie wziął pomysł na prowadzenie bloga?
  2. Podchwytliwe pytanie: manga czy anime?
  3. Jaka jest Twoja dotychczas najgorsza i najlepsza przeczytana manga? Dlaczego właśnie ona?
  4. Mając możliwość swobodnej podróży w czasie i przestrzeni, wymień jedną osobę, z którą chętnie byś się spotkał/a i zaprosił/a na kolacje – dlaczego właśnie ona?
  5. W jakie dowolne zwierze chciałbyś móc się zmieniać?

Dziękuję za zabawę!


Inne wyzwania: 10 (nie całkiem) poważnych faktów o mnie, 10 ulubionych książek, Zwierzowe wyzwanie filmowe – nadobowiązkowe kino japońskie

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Blogowy łańcuszek #2: The Mystery Blogger Award

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s