Koronę nosić będzie tylko jeden w „Siedmiu książętach i tysiącletnim labiryncie” Haruno Atori i Yu Aikawy

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami gdy zmarł władca pewnego Cesarstwa, poddani mu Feudałowie zapragnęli przejąć całe bogactwo ich państwa oraz władzę nad nim. W tym celu jednak najpierw musieli pozbyć się cesarskiego potomka – zamiast jednak go zabijać, zamknęli nieszczęśnika w tysiącletniej celi, aby już nikt nigdy go nie odnalazł. A przynajmniej tak mówi legenda o wydarzeniach sprzed czterystu lat, które doprowadziły do tego, że Cesarstwo nie miało już dziedzicznej monarchii, a władcę wybierano spośród tych, którzy są tego godni. Wszystko wskazuje na to, że czas ponownych wyborów właśnie nastał.


Siedmiu książąt i tysiącletni labirynt Haruno Atori i Yu Aikawy to kolejna, kierowana do dorosłych czytelniczek propozycja od Waneko. Projekty postaci oraz ogólny styl rysowania ilustratorki, Yu Aikawy, w pierwszej chwili przywodzi na myśl Karneval – mangę równie ładną, estetyczną i z daleka „nie wyglądającą” jak josei. W przeciwieństwie jednak do komiksu Touyi Mikanagi, tym razem mamy do czynienia z bardziej zwartą historią, zamykającą się w czterech tomach.

A skoro jesteśmy przy historii – nasz główny bohater (a na pewno okładkowy dla tego tomu), Yuan Juno jest ślicznym, młodym chłopcem pędzącym spokojne, szczęśliwe życie w jednym z najdalszych rejonów Cesarstwa. Pewnego dnia jednak budzi się w ciemnym, nieco wilgotnym miejscu, nie mając pojęcia, jak w ogóle się tam znalazł. Gdy zaczyna szukać wyjścia, odnajduje wyryty w ścianie symbol cesarskiej korony – nic więc dziwnego, że jego pierwszą myślą jest, iż jakimś cudem znalazł się w tysiącletnim labiryncie, w celi uwięzionego przed czterystu laty księcia, o którym opowiadano mu w dzieciństwie. Niespodziewanie na jego wołanie o pomoc ktoś odpowiada – wyglądający szlachetnie i przypominający rycerza Lawrence Ackroyd pomaga naszemu bohaterowi wydostać się z przypominającej studzienkę celę. Zanim jednak obaj zdążą coś sensownego ustalić, będą musieli salwować się ucieczką, gdziekolwiek bowiem się znajdowali, to miejsce właśnie zaczęła zalewać szybko woda. Z naprawdę nieciekawej opresji ratuje ich kolejna postać, Titus Ram, szarmancki, ubiorem przypominający nieco bogatego Aladyna herszt miejscowej szajki złodziei. Tuż za nim na scenę wkracza (i specjalnie używam tego określenia) Messiah Reed, sławny, genialny detektyw, który ledwo zdążył wspomnianego przed chwilą rzezimieszka wsadzić za kratki. Oni również nie wiedzą, gdzie się znajdowali, ani jak właściwie tutaj trafili, poza tym, że powinni się spieszyć, gdyż poziom wody wciąż się podnosił. Zresztą, podobnie skonfundowani oraz zagubieni okażą się również Zan Audubon, sławny, niewidomy pieśniarz, oraz Gideon Redfield, polityczny aktywista, których nasza drużyna spotka na wyższym poziomie labiryntu. Kilka korytarzy dalej natkną się również na uroczą, zwiewną Catherine. Jeśli jednak znaleźli się w tysiącletnim labiryncie i jeśli są kandydatami na kolejnego cesarza, oznacza to, że… mają bardzo duży problem. I koniecznie wszyscy wyjdą na zewnątrz żywi.

W pierwszym tomie Siedmiu książąt nie dzieje się wiele – przede wszystkim bowiem na razie poznajemy tak pionki, jak też szachownicę, na której zostały rozstawione. Przy okazji bohaterowie informują nas o historii kraju oraz panujących w nim zasadach, a także zaczynają rozrysowywać zależności pomiędzy osobami, które łączy więcej niż na początku mogłoby się nam wydawać. W tej części również zawiązaniu ulega całkiem obiecująca zagadka, niekoniecznie związana z samym uwięzieniem w zamku-labiryncie. Nasi bohaterowie dość szybko stawiają hipotezę, że są kandydatami na cesarza nowego pokolenia i chociaż tylko jeden zasiądzie na tronie, pozostali będą pełnić funkcje doradczą jako jego Markizowie. No, ale właśnie – owi kandydaci to zazwyczaj wybitne jednostki, wyróżniające się odwagą, zdolnościami czy talentami. I tak jest w większości i tym razem, jedyną osobą, która nie pasuje do tego schematu jest Yuan. Dlaczego znalazł się wśród wybranych? Co takiego skrywa chłopak z odległej wyspy cesarstwa? Dlaczego na drugi tom trzeba jeszcze czekać?! Nie wiem, czy wspominałam, ale jestem wyjątkowo niecierpliwym i ciekawskim czytelnikiem, dlatego zazwyczaj nie czytam mang, jeśli nie mam w ręku większej liczby tomów.

Zazwyczaj.

Wracając do tematu. Fabuła Siedmiu książąt zapewne przywodzi wam na myśl niejeden film, komiks czy powieść – w moim przypadku pierwsze skojarzenie było dość makabryczne, pomyślałam bowiem że oto mam do czynienia z takim estetycznie ładniejszym Cube albo mangowym Doubtem. A że nie przepadam generalnie za tego typu historiami – zamknijmy kilka osób w przestrzeni pełnej pułapek i albo one ich zabiją, albo oni siebie nawzajem – to mam wielką nadzieję, że ta śliczna praca Haruno i Aikawy nie skręci w tę stronę. Nie spodziewam się jednak, aby ta seria okazała się groteskowym slasherem, za dużo w niej słodkości oraz pewnej dozy pewnej niewinności, którą najlepiej uosabia właśnie Yuan. Tak, kto zostanie Cesarzem nowego pokolenia łatwo się domyśleć (przyjmuję zakłady!), ale też niekoniecznie rozwiązanie w tej mandze jest istotne. To, co się będzie działo po drodze już bardziej.

Dawno nie bawiłam się tak dobrze przy podobnie ładnej, w zasadzie lekkiej mandze, od dawna również nie frustrował mnie tak bardzo brak kolejnych tomów. Trochę z zemsty i niechęci do samotnego cierpienia, dałam koleżance do przeczytania ten tomik. Skończyło się na tym, że musiałam ją przebłagać udostępniając kilka innych, ale zakończonych serii…

Już kończąc, jeśli chcecie przeczytać Siedmiu książąt, to nie oczekujcie nie wiadomo jakich rewelacji, raczej dobrej, porządnej i sympatycznej lektury. I pamiętajcie, że może się okazać, iż będziecie niecierpliwie tupać nóżką, bo na kolejne tomy jeszcze trochę poczekać będzie trzeba.


Metryczka

  • Liczba tomów: 4
  • Wydawca polski: Waneko
  • Data wydania polskiego: listopad 2018
  • Wydawca oryginalny: Ichijinsha (Comic Zero-Sum)
  • Demografia: josei

4 myśli w temacie “Koronę nosić będzie tylko jeden w „Siedmiu książętach i tysiącletnim labiryncie” Haruno Atori i Yu Aikawy

  1. Otai Mabe pisze:

    Ja się po tej mandze nie spodziewałam niczego, a pierwszy tom mnie wciągnął :D! Tylko recenzja wisi zawieszona w mojej głowie od grudnia, i nie chce się przepisać na blogaska XD

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s