Pokochanie to dopiero początek. „Nieznajomy na plaży” Kanna Kii

Są takie mangi boys’ love, które z jednej strony sprawiają, że są jednocześnie przesłodkie i wcale nie osadzone w krainie wielkiej szczęśliwości pełnej tęcz, obłoczków i szczeniaczków. To są takie spokojne opowieści, które czytamy tak dla nich samych, jak i po to, aby dowiedzieć się, jak dalej potoczą się losy bohaterów. Wśród nich znajduje się, między innymi, Nieznajomy na plaży Kanny KII, której bohaterowie, dla odmiany, nie zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia ani nie lądują w łóżku natychmiast po wyznaniu sobie miłości. Zresztą, przyjrzyjmy się tej mandze bliżej.

Shun i Mio spotkali się w momencie jednocześnie najgorszym i idealnym. Dlaczego? Każdy z nich znajdował się w nieciekawym miejscu w swoim życiu: Shun wciąż nie mógł otrząsnąć się z traumy odrzucenia przez rodziców, gdy ci dowiedzieli się, że jest gejem, rodzice Mio zmarli, a on zaczął tułaczkę po rodzinach zastępczych. Ich drogi skrzyżowały się na niewielkiej, spokojnej wyspie, co miało nie tylko odmienić ich życie, ale przede wszystkim uratować ich od ignorowanego poczucia samotności. Shuna ciekawił przystojny, młody chłopak, który codziennie siedział na tej samej ławce przy plaży i patrzył gdzieś w przestrzeń. Pewnego dnia, namawiany przez Eri, postanawia go poznać; ale jego plan, no cóż, spala na panewce. Uczęszczający jeszcze do szkoły chłopak nie zamierzał rozmawiać z jakimś starszym od siebie kolesiem, dlatego po prostu go zignorował. Shun się jednak nie poddaje i powoli, drobnymi gestami sprawia, że w końcu zaczynają ze sobą rozmawiać.

Czas na wyspie Mio jednak dobiega końca – chłopak zostaje przeniesiony na główną wyspę. Obiecuje zadzwonić, ale przez kolejne trzy lata wysłał jedynie pocztówkę. Co nie oznaczało, że zapomniał. Pewnego letniego dnia Mio wraca i nie chce już nigdy opuszczać Shuna. To dopiero początek opowieści o tej dwójce bohaterów, ich życiowy bagaż bowiem nie pozwoli im od razu rozpocząć swojego happiyly ever after – wiele problemów będą musieli rozwiązać, o wielu sprawach sobie powiedzieć.

U góry: Mio, na dole, od prawej: Shun i Eri

Przyznam szczerze, że Nieznajomy na plaży szalenie mi się podoba – to taka przyjemna, spokojna opowieść, w której nic nie gna na łeb na szyję, a emocje mają czas dojrzeć, a problemy pojawić się, wybrzmieć oraz wpłynąć na postawy naszych bohaterów. Naturalnie, wszystko to nadal obserwujemy w formie dość skróconej, w końcu mówimy o jednotomowej historii, a nie serii, tym bardziej cieszy, że KII postawiła jednak bardziej na tę część obyczajową niż czysto romansową (albo erotyczną). W końcu wykreowane przez nią postacie wcale nie wiodły łatwego życia, co sprawia, że będą musieli rozwiązać więc niż tylko kilka problemów. Mieszkający u ciotki Shun wciąż ma ataki paniki związane z samym wspomnieniem odrzucenia przez rodziców – i są one na tyle silne, aby wręcz tracił przytomność. I to nie jedyny skutek tego traumatycznego w zasadzie doświadczenia, widzicie, nasz bohater jest przekonany, że z kochania innego mężczyzny nie może wyniknąć nic dobrego. To cholernie, cholernie smutna myśl, która prześladuje tak Shuna, jak i wielu innych bohaterów bardziej społecznie świadomych mang boys’ love. Jakimś bowiem cudem wmawia się nam, że kochanie kogoś z wzajemnością, dbanie o siebie i swoje szczęście to za mało. To przekonanie jest również jedną z przyczyn, dla których nie mamy tu do czynienia ze schematycznym już ciągiem zdarzeń: wyznanie –> seks. Dokładnie tak, nie mamy tu do czynienia z Magicznym Penisem! Zresztą, to właśnie ten konflikt z rodzicami będzie stanowił dość istotny element dalszej części tak tego tomu, jak i kontynuacji, Nieznajomego pośród wiatru. Osierocony Mio jest nieco bardziej otwarty na innych, ale on również ma swoje demony, które gdzieś tam czają się w głębi jego podświadomości.

Jeśli weźmiecie do ręki tomik Nieznajomego na plaży i go przekartkujecie, pierwszym, co rzuci się wam w oczy to „gęstość” rysunku Kii – kadry są pełne szczegółów: roślinności, deseni drewna, fal na morzu czy gwiazd na niebie. Niewiele znalazło się tu miejsca na puste przestrzenie czy tych białych paneli, które nie tyle służą do przekazywania fabuły, co budowania emocjonalnego tonu mangi, tak charakterystycznych choćby dla współczesnych shōjo i części boys’ love. Dzięki temu jednak łatwiej nam zanurzyć się w tę przestrzeń, poczuć klimat wyspy, przedstawianej zresztą również na płaszczyźnie grafiki jako taką bezpieczną przestrzeń, azyl dla odrzuconych – nie przez przypadek w końcu Shun mieszka pod jednym dachem z Eri, będącą w związku z inną kobietą. Dodatkowo wrażenie to wzmacnia fakt, że nikt z okolicznych mieszkańców nie odnosi się wrogo do Shuna, nawet jeśli, „gadają” o jego seksualnej tożsamości.

W Nieznajomym na plaży niby nie dzieje się wiele, a jednak dzieje się sporo – głównie na płaszczyźnie emocjonalnej bohaterów. To spokojna, urocza historia o dwóch zagubionych osobach, które, spotkawszy się zupełnie przez przypadek, obdarzają się miłością i starają się, każdy na swój sposób, zbudować na tym związek. To dobra, przyjemna lektura.


W skład serii wchodzą:

  1. Nieznajomy na plaży
  2. Nieznajomy pośród wiatru

Metryczka

  • Liczba tomów: 1
  • Wydawca polski: Studio JG
  • Data wydania polskiego: 05.2017
  • Tytuł japoński: 海辺のエトランゼ (Umibe no étranger)
  • Wydawca oryginalny: Shodensha (On Blue)
  • Data wydania japońskiego: 2014
  • Demografia: josei
  • Gatunek: boys’ love

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s