Szydełkiem i włóczką #31: Początki są trudne

W miniony piątek miałam okazję po raz drugi poprowadzić w gdyńskiej Bibliotece z Pasją warsztaty robienia szydełkowych ośmiorniczek. Muszę przyznać, że to była tak wspaniała zabawa, jak i fantastyczna okazja, aby przypomnieć sobie, że jak robimy coś po raz pierwszy – to nie zawsze nam to od razu wychodzi. A że warto również o tym mówić, zapraszam na krótki wpis o tym, jak wyglądały moje pierwsze próby.

Czytaj dalej

Reklamy

Wyciąganie wniosków nie jest takie trudne w „Wieczorze filmowym” Lucy Courtenay

Wieczór filmowy to w zasadzie wyjątkowo prosta opowieść o przyjaciołach z dzieciństwa – o ślicznej, cieszącej się sporym powodzeniem Hannie i dość nieśmiałym Solu (właściwie Solomonie), zakochanym w niej od lat, który niedawno wrócił ze Stanów Zjednoczonych – i ich perypetiach. Napisana lekko, z dużą wrażliwością oraz poczuciem humoru jest po prostu bardzo przyjemną powieścią.

Czytaj dalej

Ci też tylko się drą, czyli czas na tomy 1-3 „Junjou Romantica” Shungiku Nakamury

Jeśli czytaliście wpis o Sekaiichi hatsukoi, to wiecie, że nie bardzo przepadam za pracami Shungiku Nakamury, co nie oznacza, że ich nie znam. Junjou Romanticę czytałam z doskoku, kiedy moje ulubione grupy skanlacyjne miały przerwy – najpierw z nudy, później z przyzwyczajenia, a na końcu z ciekawości ile mangace zajmie dotarcie do momentu, w którym Misaki wreszcie wyzna Usagiemu miłość i nastanie czas tęcz i jednorożców, kończąc długą, bardzo długą opowieść o tym, jak nie należy traktować swojego romantycznego partnera. Równie mocno ciekawiło mnie, ile jeszcze pobocznych historii Nakamurze uda się dopchać kolanem do tej historii.

Czytaj dalej

Poszukiwacze zaginionych Marsjan w „Upadłych aniołach” Richarda Morgana

Takeshi Kovacs to arogancki, nie do końca dający się lubić protagonista i nie da się już dłużej podtrzymać teorii, że jest po prostu idealnym bohaterem swojej konwencji. Tam bowiem, gdzie Modyfikowany węgiel wyraźnie wpisywał się w spopularyzowany oraz skodyfikowany przez Raymonda Chandlera format noir, Upadłym aniołom bliżej przygodówkom typu Indiana Jones. I od tego skojarzenia nie byłam w stanie się uwolnić przez całą powieść Richarda Morgana.

Czytaj dalej

W poszukiwaniu nowego shōnena wróciłam do starego, czyli „Bleach” znowu rządzi moim życiem (tomy 1-21)

I być może tym razem uda mi się go przeczytać do końca, ponieważ tym razem nie będę musiała pamiętać, gdzie skończyłam, zanim nadgoniłam aktualnie wydawane rozdziały. Zanim zdążyłam się choćby zabrać do zidentyfikowania miejsca, w którym przestałam czytać, Kubo Tite zdążył zakończyć swoją wielce popularną serię. A że już dawno zdążyłam zapomnieć, co działo się w pierwszych tomach, postanowiłam zacząć od początku. Nadchodząca premiera aktorskiej ekranizacji nie była bez znaczenia.

Czytaj dalej