Moje wymarzone „Kawaii” albo jakiekolwiek inne czasopismo o kulturze popularnej Azji

Od czasu debiutu nowego-starego Kawaii minęło już trochę czasu, w sieci pojawiły się recenzje mniej i bardziej szczegółowe (sprawdźcie choćby tę od Lemurilli). A w grupach fejsbuczkowych przewaliły się wręcz tsunami dyskusji – od ekstatycznych aż do bardzo najnowszym numerem czasopisma zawiedzionych. Żeby jednak nie powielać już istniejących argumentów za i przeciw, skupię się na zupełnie innej kwestii, w moim odczuciu wyłaniającej się zresztą z tych wszystkich rozmów oraz awantur prowadzonych wokół wskrzeszenia tego legendarnego dla polskiego fandomu mangi i anime czasopisma.

Czytaj dalej

Reklamy

Przeczytane: lipiec 2018

Niech ktoś weźmie to bezdeszczowie precz, przez brak opadów mam jakieś dzikie napady alergii i nie widzę na oczy, a to się przekłada na czytanie, niestety. Poza tym znowu dopadł mnie niechcemisizm czytelniczy i po prostu czas go… przeczekać.

Czytaj dalej

Nie tego się spodziewałam po Youce Nitcie i „Platinum Paście”

Jeśli lubimy jakąś autorkę albo autora, zwykle sięgamy po ich różne prace, ufając, że albo nam się również spodobają, albo przynajmniej będą przyzwoite. Nie inaczej mam z mangaczkami – są takie, których staram się przeczytać wszystkie dostępne tytuły, a do tych ulubionych wracam po wielokroć. Wyznawałam już na blogu miłość Kou Yonedzie, jeszcze nie zdążyłam Kano Miyamoto czy Yuki Shimizu, żeby popatrzeć po tych tworzących boys’ love. Wśród tych twórczyń, które lubię, ale niekoniecznie tak obsesyjnie, znajduje się Youka Nitta, której manga wyszła niedawno w Polsce dzięki Kotori.

Czytaj dalej

Erotyczne fantazje o mafii #1: „Haou airen” Shinjō Mayu

Ostatnio nie idzie mi czytanie, nawet z mangami mam problem, bo okazują się za długie – tak, jednotomowe komiksy są za długie. No, ale czasem tak już bywa, że literki przerastają, mózg nie działa, a jedyne, o czym się marzy, to zostanie pod kołdrą i ignorowanie całego świata. Ale, paradoksalnie, chce się po prostu coś poczytać – w takich chwilach zazwyczaj chwytam za tytuły, które już znam, wybierając najbardziej interesujące mnie fragmenty. Tym razem, nie wiem co końca czemu, wróciłam do Haou airen (Kochanka króla) Shinjō Mayu, erotycznej historii o biednej szesnastoletniej Japonce, którą szaleńczo pokochał niewiele od niej starszy przerażający szef największej mafijnej organizacji z Hong Kongu. Tak, to jest erotyczne shōjo. I tak, do ambitnych historii nie należy.

Czytaj dalej

Jeden cios czasami oznacza nudę, czyli w końcu obejrzałam pierwszy sezon „One Punch Man”

Nie wiem, czy już się przyznawałam, ale od bardzo długiego czasu raczej nie oglądam anime, z niewielkimi wyjątkami dla Sailor Moon (przemilczmy moje uzależnienie od tej serii w każdej jej postaci) oraz Yuri!!! on Ice (które kocham tak samo jak historie senshi). A w przypadku One Punch Mana było jednak tak, że moi bardzo dobrzy znajomi totalnie wpadli w tę serię i, mając relację na bieżąco, nie czułam jakiejś naglącej potrzeby, żeby dołączyć do tej ogólnej manii. W zamian, zainteresowana, sięgnęłam po mangę. Przynajmniej do ostatnich GDAK-ów (Gdańskie Spotkania Komiksowe), kiedy miałam okazję wysłuchać prelekcji Tymona porównującej superboohaterów japońskich i amerykańskich. Jednym z przykładów był Saitama. I, no cóż, przekonał.

Czytaj dalej

Ludzkość znowu nie zdaje egzaminu z empatii w mandze Gamona Sakuraia „Ajin” #1-4

Coś mam ostatnio pecha – jak sięgam po nie będące boys’ love mangi zawsze trafiam na niezwykle podobne narracje. Zaczęło się od Deadman Wonderland Jinseia Kataoki i Kazumy Kondou, potem był Tokyo Ghoul Suia Ishidy, a teraz – Ajin Gamona Sakuraia i Tsuiny Miury (chociaż ich współpraca objęła tylko jeden tom). Co je łączy, zapytacie? Otóż w każdej z nich mangacy dobitnie odmalowują, jak kijowym gatunkiem jesteśmy jako ludzie, a także jak bardzo kochamy znęcać się nad innymi. W międzyczasie był jeszcze Berserk Kentarou Miury, ale to już trochę inna historia, wiedziałam w końcu, co zaczynam czytać.

Czytaj dalej