Porozmawiajmy o tym słoniu w pokoju: boys’ love, yaoi, shōnen-ai i juné to nie to samo

Jeśli będziemy rozmawiać i zacznę wam opowiadać, że ostatnio przeczytałam takiego fajnego juné, który zachwyca mnie wielce swoją historią i nigdy w życiu czegoś podobnego nie znalazłabym w yaoi, spora liczba z was nie wiedziałaby, o czym, do cholery, plotę. Ba! W okolicach początku bloga – nie wypowiedziałabym podobnego zdania, bo sama bym nie miałabym do końca pojęcia, co to takiego, czym się różni od naszego swojsko znajomego yaoi. Przyzwyczajona do korzystania z tego jakże poręcznego terminu, nieraz odnoszącego się tak do mangi, dōjinshi czy slashowych fików – niekoniecznie nawet szukałabym wiedzy czy aby na pewno to, co nazywam „yaoi” nim jest w kraju, skąd to słowo pochodzi. Jeśli pomyśleliście, że zarzucam wam tu ignoranctwo – nic z tych rzeczy. Niektóre kwestie przyjmujemy za pewnik, uczymy się ich przez używanie i obserwację od innych, zakładamy, że tak właśnie jest i idziemy dalej.

Czytaj dalej

Nic na siłę, jak tłumaczy Mari Okazaki i Mami Amamiya w „Czy chcesz zostać starą panną?”

Zacznę od prostego wyznania: uwielbiam Okazaki. To, jak rysuje, z jakich środków wyrazu korzysta oraz znaczącą estetyzację rysunku, oniryczność metafor oraz zachowanie poczucia zmienności, płynności, przepływania poszczególnych elementów graficznych oraz narracyjnych. Słowem – uwielbiam. Dlatego, gdy Hanami ogłosiło wydanie Czy chcesz zostać starą panną? (Zutto dokushin de iru tsumori?), mangi, w której Okazaki maczała paluchy, bardzo się ucieszyłam. Acz zanim ją przeczytałam, minęło więcej czasu, niż się spodziewałam.

Czytaj dalej

Przeczytane: lipiec 2019

Proszę państwa, nastał sierpień! Ten miesiąc oznacza dla mnie sporo pracy związanej z pisaniem, więc całkiem możliwe, że na blogu nie pojawi się oprócz czytelniczego zestawienia wielkie, okrągłe nic. Ale, czas pokaże, jak bardzo będzie mi potrzebne tak zwane coś na boku (czyli blog, a co!). Przejdźmy jednak do konkretów.

Czytaj dalej

Nie jesteś taką porażką, jak sądzisz – na tle światowej historii to odnosisz same sukcesy

Powiem krótko: nie mogłam znaleźć lepszej książki na poprawienie naprawdę złego samopoczucia oraz prześladującego mnie syndromu oszusta niż ta przygotowana przez Toma Philipsa. Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko pokazuje wyraźnie, że nasze drobne, codzienne niepowodzenia to nic przy tym, co zrobili nasi przodkowie i co zapewne zrobią kolejne pokolenia, ponieważ wcale nie uczymy się na błędach.

Czytaj dalej