Nerdoza jak afrodyzjak. „Akihabara Fall in Love” Chiaki Kashimy

Najnowsze boys’ love od Studia JG jechało do mnie dwa razy – przez zupełny przypadek trafił mi się tomik z gratisem: przez błąd składu pół pierwszego rozdziału pojawił się w nim dwukrotnie. Jest w tym jakaś urocza ironia, że jak przystało na fankę mangi, koniecznie chciałam mieć w kolekcji tomik bez tej „wady” – nie, nie umknęło mi to, gdy pisałam reklamację. Nie ma chyba lepszego kontekstu dla Akihabara Fall in Love Chiaki KASHIMY niż ponowne uświadomienie sobie własnej nerdozy.

Ale – przejdźmy do mangi, ponieważ samą autorkę już zdążyliśmy poznać, to spod jej ręki wyszedł pełen uroku, spokojny, podnoszący na duchu i, niestety, nie bardzo zapadający w pamięć Kwiat i królik. Chciałabym napisać, że w opublikowanej rok później opowieści o miłości w świecie otaku autorka rozwinęła skrzydła, narysowała coś takiego, o czym nie będziemy mogły zapomnieć z powodów xyz – ale nie mogę. Szkoda, że historia Akihabara Fall in Love wlatuje jedną stroną i natychmiast wylatuje drugą.

Yuki HASEGAWA jest zupełnie przeciętnym gościem – ma stałą pracę i żyje sobie całkiem spokojnie, bez większych wzlotów czy upadków. Trzyma się z daleka od wszystkiego, co związanego z otaku ze względu na traumę z dzieciństwa, co nie jest takie proste, gdy pracuje się w Akihabarze, ale daje radę. Aż pewnego dnia jednak jest świadkiem, jak grupa oprychów próbuje okraść uroczego, przerażonego chłopaka i w przypływie brawado postanawia go uratować. No cóż, nie kończy się to zbyt dobrze, gdy homo computerus postanawia stawić czoła zaprawionym w wymuszeniach delikwentom. Gdy odzyskuje przytomność w obcym pokoju, otoczony mangami i figurkami, nie jest pewien czy to jawa, czy może trwający od dzieciństwa koszmar. Gdy próbuje zaś zbadać teren, nakrywa owego uroczego chłopaka, którego chciał uratować w zdecydowanie jednoznacznej pozie z innym facetem. Nie czekając na nic – ucieka. Ale z daleka pozostać długo nie może – tak się bowiem dzieje, że od tamtego czasu co chwilę na siebie wpadają, aż pewnego dnia Hasegawa ponownie staje w obronie nieznajomego, znowu dostaje bęcki, ale tym razem nie traci przytomności. Ayumu AKIBA, ponieważ tak nazywa się ciągle wpadający w kłopoty chłopak, ponownie opatrzył mu rany, przy okazji wyjaśnił również, że ten dziwny facet, co go obmacywał ostatnim razem to jego brat, który, no cóż, sam rysuje mangi boys’ love. I jakoś tak się dzieje, że Hasegawa zaczyna spędzać coraz więcej czasu z Akibą, coraz bardziej nim zauroczony.

To nie jest też tak, że Akihabara Fall in Love to jakoś szczególnie zła manga – przede wszystkim jest urocza po kokardkę. Naprawdę, ta różowa okładka ze zdobiącą ją słodziachną ilustracją nie kłamią: dokładnie taką opowieść w ręce czytelniczek oddała Kashima. Hasegawa z Akibą to trochę takie cynamonowe bułki, które mają się ku sobie, ale są w tym bardzo niezdarne, stąd czeka ich kilka dość klasycznych nieporozumień i pełnych emocji chwil wyjaśnienia sobie nawzajem tego i owego. Przyznam również szczerze, że miłą odmianą było wziąć do ręki mangę, której Romeo wcale nie jest nie wiadomo jakim herosem, mogącym uratować biednego, napadniętego Romeo numer dwa. Trochę się w sumie Hasegawie należało, w tym wieku powinien być ciut bardziej rozgarnięty. Ale też nie ukrywajmy – fakt, że przegrał, wcale nie świadczy na jego niekorzyść: po pierwsze zareagował, a po drugie dało to autorce wspaniały pretekst, aby obaj poprzebywali ze sobą ciut dłużej i na zupełnie innej stopie, niż gdyby nasz dzielny obrońca okazał się superherosem.

Sam wątek romantyczny również został rozpisany porządnie, właściwie bez większego angstu czy rozdzierania szat spod znaku „wcale nie jestem gejem”, wciąż jednak często pojawiającego się w boys’ love. Sęk trochę w tym, że tej opowieści od innych nie odróżnia wiele – najbardziej chyba zapamiętamy z niej rysującego BLkowe dōjinshi brata Akiby  (Satoru) niż cokolwiek innego. Nawet sam fakt, że Ayumu jest otaku, nie stanowi jakiegoś większego motywu napędowego w tej mandze, owszem widzimy figurki, mangi, w jednym czy dwóch kadrach mignie nam nawet radość Akiby z oglądania swojej idolki, ale… to by było na tyle? Naprawdę, większym otaku w tym komiksie jest Satoru niż nasz główny bohater. Jeśli więc sądziliście, że chwytając za Akihabara Fall in Love, znajdziecie mangę podobną do Wotakoi, tyle że z chłopcami – to bardzo się rozczarujecie.

Kashima swoją opowieść rysuje sprawnie, czyta się ją szybciutko i z przyjemnością. Ma przy tym ładną, czystą kreskę, chociaż wciąż pozbawioną większych fajerwerków czy wyraźnych zabiegów odróżniających ją od pozostałych rysowniczek i rysowników. Ale sama fabuła? No jest przyjemna, ale wierzcie mi, szybko wyparuje wam z pamięci.


Metryczka

  • Liczba tomów: 1
  • Wydawca polski: Studio JG
  • Data wydania polskiego: 03.2022
  • Tytuł japoński: アキハバラフォーリンラブ (Akihabara fall in love)
  • Wydawca oryginalny: Houbunsha
  • Data wydania japońskiego: 2014
  • Demografia: josei
  • Gatunek: boys’ love

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s